HOME | Pomóż nam | Kontakt | Szukaj | In English  
Słuchaj KSM - Codziennie o 20:00
WORLD YOUTH DAY - TORONTO 2002 - ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY
Historia ŚDM
Orędzie J.P. II na ŚDM
Galeria Zdjęć
Audio - przemówienia/wywiady
Pomoce duszpasterskie
Program ŚDM
Świadectwa
Odliczanie do ŚDM
Downsview Park

 

Odliczanie do

Światowego Dnia Młodzieży

 

 

Obraz Pokolenia Nowej Ewangelizacji

 

Wprowadzenie

Rok 1989 - nazywany przez jednych "jesienią ludów", przez innych "rokiem dramatycznych przemian" - był rzeczywiście rokiem wyjątkowym dla Polaków. Rozpoczął się nowy etap historii Polski. Społeczeństwo żyjące przez prawie pięćdziesiąt lat w systemie komunistycznym uzyskało szansę wkroczenia na drogę wiodącą ku demokracji. Rozpoczęty wówczas proces transformacji jeszcze się nie zakończył. Choć powstały zręby państwa demokratycznego, to do ukształtowania społeczeństwa demokratycznego potrzeba jeszcze czasu.
W tej to atmosferze dorasta nowe pokolenie Polaków. Jedni nazywają je pokoleniem '89 inni pokoleniem transformacji. Ale jest to też pokolenie przełomu wieków i tysiącleci. Jest to też pokolenie Nowej Ewangelizacji. Od 1979 roku działalność Kościoła określana jest pojęciem Nowej Ewangelizacji.
Obojętnie jak je nazwiemy, pozostaje pytanie: jakie jest to pokolenie?
Takie pytanie stawiają sobie rodzice, wychowawcy, nauczyciele, księża, katecheci. Jaka jest dzisiejsza młodzież?
Próba odpowiedzi dokona się na dwóch płaszczyznach: socjologicznej i obserwacji duszpasterza.

I Czy polska młodzież jest religijna?

Na pytanie, czy są wierzący, 75 % badanych odpowiada twierdząco, w tym 11 % badanych określa się jako głęboko wierzący. Za niezdecydowanych uważa się 12 %, obojętność wobec wiary deklaruje 9 % uczniów.
Uczniowie wskazali również na znaczenie religii w ich życiu. Okazało się, że wiara ma bardzo duże znaczenie dla co czwartego ucznia, dla co drugiego - co najmniej duże, natomiast dla co ósmego wiara nie ma żadnego znaczenia.
Wśród badanej młodzieży praktykujących systematycznie było 37 %, praktykujących niesystematycznie 42 %,
nie praktykujących 20 %.
Orientacyjnie w każdej piątce uczniów szkół średnich w Polsce znajdziemy dwie osoby praktykujące systematycznie, dwie niesystematycznie i jedną nie praktykującą w ogóle.
Pomimo wysokiego procentu autodeklaracji wiary i praktyk religijnych należy stwierdzić, że uczniowie szkół średnich traktują prawdy wiary wybiórczo. Nie są oni przekonani, iż wyznawany światopogląd powinien bezpośrednio wpływać na ich postępowanie: bardzo często prawdy wiary i wybory życiowe traktują rozłącznie, jako sfery od siebie niezależne.

Czy młodzież ulega relatywizmowi moralnemu?

Aż 81 % badanych jest zdania, że uczynek jest dobry lub zły w zależności od czyjegoś punktu widzenia.
Zdaniem licealistów nie ma instancji, która uprawniona jest do ferowania wyroków, czym jest prawda i do oceniania ludzkich postaw. W ich pojęciu człowiek sam sobie jest sterem i żeglarzem.
O tendencji do relatywizmu wartości świadczy również wysoki procent licealistów, którzy unikają jednoznacznych deklaracji, co jest dobre, a co złe. Znalazło się aż 36 % respondentów z jednej strony wierzących, z drugiej unikających jasnych deklaracji, że przerywanie ciąży jest rzeczą niedopuszczalną.
Z obliczeń wynika, że około 86 % wierzących unika jednoznacznej deklaracji, że wolna miłość i seks bez ograniczeń to zachowania nie dopuszczalne. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że właśnie ta grupa w przyszłości będzie postępować zależnie od rozmaitych okoliczności zewnętrznych
i nie będzie zważać na niezmienne pryncypia, a postępować tak, jak jej jest wygodnie "w zależności od sytuacji".

Co liczy się dla młodzieży?

Badania wykazują, że licealiści skłonni są bronić przede wszystkim honoru rodziny - 93 % jest gotowych zaangażować się w taką obronę, 5 % odpowiedziało "to zależy", tylko 1 % odpowiedziało, że nie. 90 % badanych uważa, że należy bronić przyjaciół, 8 % - zależy od sytuacji, tylko 1 % nie broniłoby przyjaciół w ogóle. W obronie krzywdzonego szkolnego kolegi stanęłoby 73 %, 22 % uzależnia to od sytuacji, 4 % nie angażowałoby się w taką akcję. Bronić ofiary napaści gotowych jest 47 % uczniów, 44 % odpowiada, że to zależy, 8 % nie zrobiłoby nic w obronie zaatakowanego.
Badania wykazują, że im bardziej abstrakcyjna jest sprawa, tym mniej licealiści byliby skłonni jej bronić. 70 % ankietowanych broniłoby ojczyzny, ale 20 % rozważałoby, czy okoliczności nie uprawniają do innych zachowań, ponad 8 % w ogóle nie podjęłoby żadnych działań, gdyby kraj był zagrożony. Jeszcze mniej osób skłonnych jest bronić przekonań religijnych - 54 % badanych, 25 % twierdzi, że zależy, 19 % odmawia podjęcia jakiegokolwiek ryzyka. Ogólnie 53 % uczniów jest skłonna głosić swoje poglądy nawet za cenę ryzyka, 35 % uzależnia to od okoliczności, 9 % nie zamierza narażać się na cokolwiek.
Wśród wartości, które licealiści skłonni są bronić na szarym końcu znalazły się przekonania polityczne - tylko 26 % ankietowanych jest gotowych bronić swych poglądów, 30 % odpowiada "to zależy", aż 42 % w ogóle nie narażałoby się w imię przekonań politycznych.
Badania wykazują, że młodzież jest skłonna do poświęceń - broniłaby konkretnych ludzi, których zna i są jej bliscy, nie poświęcałaby się w imię jakiejś abstrakcyjnej idei.
Wyniki badań ukazują również, że wzrasta znieczulica - spory procent młodych ludzi skłonnych jest przechodzić obojętnie obok ludzi krzywdzonych, znieważanych i zagrożonych. Prawie co 10 uczeń przejdzie obojętnie wobec losu ojczyzny, prawie co trzeciemu obojętne są idee i przekonania polityczne.

Zainteresowania sprawami życia społeczno - politycznego w Polsce

Na pytanie: Czy interesujesz się sprawami społeczno - politycznymi? otrzymano następujące odpowiedzi:

Zdecydowanie tak - 7 %
Raczej tak - 25 %
Trudno powiedzieć - 24 %
Raczej nie - 31%
Zdecydowanie nie - 12 %

Tak więc nasza warstwa inteligencka in spe przeciętnie biorąc plasuje się, co do swych zainteresowań sprawami społeczno-politycznymi poniżej "trudno powiedzieć" w kierunku ku "raczej nie".
Młodzież współczesna interesuje się głównie sprawami osobistymi, ograniczającymi się z zasady do kręgu rodzinnego. Kwestie szerszego społecznego zasięgu odgrywają tu rolę wyraźnie drugorzędną.

Niepokoje współczesnej młodzieży

Na pytanie: Co najbardziej niepokoi Cię w życiu społecznym naszego kraju? młodzież odpowiedziała następująco:
Agresywna przestępczość, brutalność, chamstwo
Te właśnie zjawiska zostały uznane za najgroźniejsze obecnie dla kraju przez 24% badanej młodzieży.
Myślenie tylko o sobie, brak zasad moralnych, nieuczciwość
Nieco ponad 20% badanych te właśnie zjawiska postawiło na pierwszym miejscu wśród zagrożeń dla kraju.
Bieda, bezrobocie 18 % badanych uznało, że tu właśnie tkwią źródła największych współcześnie zagrożeń dla Polski.
Podziały polityczne i kłótnie na tym tle
Aż ponad 17% badanej młodzieży uznało nie co innego, jak właśnie podziały i kłótnie polityczne za źródło niebezpieczeństwa dla Polski.
Ingerencja Kościoła w politykę, klerykalizm.
12%, a więc co ósmy młody człowiek uznał sprawy związane z Kościołem za najbardziej niepokojące zjawisko w kraju.
Narkomania, alkoholizm
Nieco ponad 4% młodzieży uznało, że jest to w Polsce największy powód do alarmu.
Zaskakująco znikoma część badanych uznała za największe niebezpieczeństwo narkomanię i alkoholizm. Nieomal trzykrotnie częściej wskazywano na niebezpieczeństwo związane z działalnością Kościoła.
W sumie jednak blisko połowa młodzieży wskazywała przede wszystkim na przestępczość, której jeden z aspektów stanowią agresja i brutalność, drugi zaś brak zasad moralnych i nieuczciwość. Bieda i bezrobocie okazały się głównym źródłem niepokoju dla stosunkowo niewysokiego odsetka młodych ludzi.
Prawda, że znaczna część młodzieży w szkołach średnich sądzi, że po maturze podejmie studia i nieprędko pójdzie do pracy, jednakże powszechna jest świadomość znacznego zasięgu bezrobocia właśnie wśród młodych ludzi, świeżych absolwentów szkół średnich, a także wyższych.

Antidota

Naturalnym było, bezpośrednio po postawieniu pytania o największe zagrożenia, postawić również pytanie o środki zaradcze, tak jak widzi to młodzież. Oto one według częstości ich wskazywania:
Zmiany w prawie, dofinansowanie policji i sądów - 15 % odpowiedzi.
Stworzenie nowych miejsc pracy, reforma gospodarki - 10 %
Ograniczenie roli Kościoła i przywilejów kleru - 6 %
Staranniejsze i trafniejsze kształcenie młodzieży - 6%
16 % badanej młodzieży stwierdziło, że nie wie co można by zrobić, wreszcie 6 % oświadczyło stanowczo, że nie można nic zrobić i że sytuacja w Polsce jest beznadziejna.

Sumując więc:
reforma prawa, reforma gospodarki, reforma moralna obywateli.
Ideały młodzieży

W dobie wzrastającego humanizmu i liberalizacji słyszymy coraz częściej, że młode pokolenie nie ma żadnych ideałów i nie uznaje autorytetów. Czy tak jest naprawdę?
80 % badanej młodzieży twierdzi, że warto dążyć do ideałów, przecząco 3 %, zaś 15 % oświadczyło "to zależy". 9 % wszystkich badanych oświadczyło, że nie mają żadnych ideałów.
Spośród wszystkich wymienionych ideałów najczęściej wskazywano miłość; wskazało ją jako swój ideał 22 % badanych. Niemal równie często młodzież wymieniała sprawiedliwość, równość, wolność. Reprezentujące tę grupę ideały wskazało łącznie 22 %.
Na trzecim miejscu co do częstości wskazań znalazło się szczęście. Ideał ten formułowało 17 % badanych. Te trzy wartości tj. miłość, sprawiedliwość oraz szczęście to ideały zdecydowanie górujące nad innymi pod względem częstości wyborów. Rzadziej wymieniany jest zespół takich ideałów jak szczerość, zaufanie, prawda, życie zgodne z zasadami.

Autorytety młodzieży

Większość osób badanych posiada jakieś autorytety osobowe. 57 % wszystkich badanych zetknęło się z chociaż jedną taką osobą. 41 % nie spotkało nikogo takiego.
Najczęściej jako autorytet wymieniano własną matkę. Uczyniło tak 28 %. Na drugim miejscu młodzież wskazuje na koleżanki i kolegów: 16%. Ojciec rodziny jest autorytetem dla 14 % młodzieży. Księża katecheci, siostry zakonne są autorytetem dla 5 % badanej młodzieży. Nauczyciele są autorytetami dla 3 % uczniów.

Cel życiowy młodzieży

Jako cel w życiu na pierwszym miejscu stawia młodzież szczęśliwe życie rodzinne - 46 %. Na drugim miejscu jako cel życiowy młodzież wybrała odwzajemnioną miłość - 14%. Na trzecim znajduje się zachowanie zdrowia i sprawność, na czwartym pozyskanie i utrzymanie zaufania i życzliwość ludzi - 6 %.
Typowa wizja życiowa dzisiejszego ucznia szkół średnich w Polsce to założenie szczęśliwej rodziny, posiadanie kochającego współmałżonka oraz zdrowie i dobre samopoczucie.

Sukces w życiu młodzieży

52 % młodzieży stwierdza, że można w życiu osiągnąć sukces pod warunkiem podjęcia odpowiedniego wysiłku. Oprócz wysiłku młodzież wskazała na grupę cech ważnych w odnoszeniu sukcesów.
Najważniejszą cechą na drodze do sukcesu jest zdolność, talent -
12 %. Na drugim szczęście, "fart", uśmiech losu - 11 %. Na trzecim odwaga - 11%, inicjatywa i energia - 11%. Następnie wśród cech ważnych młodzi ludzie wymieniają dobre pomysły - 11 %, spryt - 10%. Korzystne układy rodzinne - 9 %, pieniądze - 9 %.

Jaka jest polska młodzież?

Z badań socjologicznych wynika, że generalnie rzecz biorąc, młodzież ma swoje ideały, szuka autorytetów, wyznacza sobie cele życiowe i usiłuje odnaleźć się na płaszczyźnie wiary, choć nie wydaje się by wiara była im konieczna do ułożenia sobie życia.


II Obserwacje Duszpasterskie

W odpowiedzi na pytanie, jaka jest polska młodzież warto wziąć pod uwagę również obserwację duszpasterskie.
Jak do nich trafić
Zanim spróbujemy wskazać na kierunki wysiłków duszpasterskich Kościoła, najpierw kilka refleksji.
Pierwsza - w Polsce przez wiele lat wiara była wartością narodową, kulturową. Wiara była wartością dziedziczną, przekazywaną w domu, w narodzie jako coś oczywistego, jako społeczna wartość. Był pewien zwyczaj chrześcijański.
Diagnozy socjologiczne mówią o pewnych zmianach religijności, nie mówią o upadku religijności w przyszłej Polsce. Mówią jednak o zmianach. Zmiana ta polega na przejściu od religijności dziedziczenia do religijności przeżywanej. Religijność staje się bardziej doświadczeniem osobistym, niż wartością tradycyjną. Oznacza to tyle, że jeśli ktoś urodził się w rodzinie wierzącej, to wiara nie zawsze zostaje mu przekazana automatycznie. Dziś człowiek sam bardziej świadomie chce zdecydować, wybierać. Jest to przejście od religijności dziedziczenia do wartości osobistej. Krótko mówiąc - nie przewiduje się jakiegoś gwałtownego odwrotu od religii, ale przewiduje się, że wiara nie tylko będzie przekazywana jak do tej pory przez tradycje, ale bardziej przez osobisty wybór. Świadoma osobista decyzja - to kierunek przyszłości ludzi wierzących.
Druga refleksja: Istnieje w nas pewien lęk przed sekularyzmem.
Natomiast religioznawcy prorokują wręcz nawrót do elementu religijnego, ale chodzi tu o religijność dziką, pogańską, którą trzeba nam ewangelizować. Człowiek przyszłości zawsze będzie szukał odniesienia do Boga, będzie potrzebował duchowości. Jeśli Kościół nie znajdzie drogi do owego człowieka i nie pomoże mu odnaleźć Jezusa Chrystusa, to swoje poszukiwania będzie realizował poza Kościołem. Widać to na Zachodzie: Kościół traci na znaczeniu, a religia zyskuje nowe oblicza. Tu rodzi się pierwsze zadanie dla Kościoła, dla nas.

Szukanie nowych form duszpasterstwa prowadzących do Chrystusa

Na uroczystość św. Andrzeja Boboli organizowana jest w Warszawie procesja ku czci patrona Metropolii. Idą kanonicy, prałaci, delegacje parafii niosą feretrony i chorągwie. Lud śpiewa: święty Andrzeju patronie nasz... i tak idziemy na Nowe Miasto.
W maju w ciepłe popołudnie właściciele kawiarni wystawiają stoliki na zewnątrz. Młodzież siedząc przy stolikach pije piwo, je lody i patrzy na dość liczną grupę modlących się w procesji.
Modli się Kościół tradycyjny, sprawdzony, Polonia semper fidelis... A młode pokolenie, młody Kościół siedzi w kawiarni i patrzy ze zdziwieniem pytając: "Dlaczego oni tak chodzą?" Czuć duże napięcie istniejące pomiędzy ową procesją i młodą klientelą okolicznych barów. Ci pierwsi patrzą na drugich ze zgorszeniem, ci drudzy odwzajemniają się mieszaniną zdziwienia i litości.
Po procesji wróciłem do domu, ale to napięcie nie dawało mi spokoju. Myślałem sobie - przecież w sierpniu tysiące młodych ludzi wyrusza na pielgrzymie szlaki do Częstochowy. Dlaczego nie szli oni dzisiaj z nami? Zacząłem analizować wyniki swoich badań dotyczących młodzieży.
Współczesna młodzież w życiu ceni sobie najbardziej wolność, sprawiedliwość, miłość i uczciwość. To wszystko znajduje się przecież w Ewangelii. Te tęsknoty młodzieży to pragnienia rodem z Ewangelii. Dlaczego oni nie poszli dziś z nami w procesji?Nie poszli, bo ta forma bycia, manifestacji Kościoła jest im obca i trudna do zaakceptowania. Odrzucając jednak owe formy, nie odrzucają tym samym Ewangelii. Trzeba, więc szukać innych sposobów wyrażania się Kościoła - takich, w których młody kościół będzie się czuł "jak u siebie".
Świat nabrał ogromnego przyśpieszenia. Wydaje się, że Matka Kościół jakby nie nadążała za swoimi dziećmi.
Trzeba szukać odpowiednich form wyrażania się młodego Kościoła, a nie trzymać się tylko tych sprawdzonych. Oby uparta obrona form nie przysłoniła istoty, źródła, po prostu - życia.
Nikt nie ma prawa proklamować ostatecznego końca poszukiwań sposobu, w jaki ma się wyrażać rzeczywistość Kościoła. A ten, który miałby do tego prawo - Jan Paweł II - od 1981 roku woła o Nową Ewangelizację, co więcej sam ją przeprowadza z młodzieżą.
Po ostatnim spotkaniu młodzieży z Janem Pawłem II na Tor Vergata, jeden z publicystów powiedział: "Papież Włoch nigdy by tak laską nie machał".
Być może, ale dodajmy, że żaden z Papieży tak z młodzieżą nie rozmawiał, tak się z nią nie porozumiewał i nie gromadził tylu milionów dla Chrystusa.
Dlaczego tak się dzieje? Bo pomiędzy Janem Pawłem II a młodzieżą jest autentyczny kontakt. Papież rozmawia z dwoma milionami młodych ludzi - i jest w tym bezpośredniość, autentyczny dialog, personalny kontakt, czyli właśnie nowa forma przeżywania i wyrażania się młodego Kościoła.
Chrześcijaństwo ukazuje się w ten sposób nie tylko jako doktryna, ale jako życie - fascynujące życie. A zatem trzeba szukać form, które prowadzą do życia - życia w Kościele i życia Kościołem. Jak ich szukać? Wydaje się, że w tym celu trzeba nabyć odwagę pytania - nawet młodzieży.
W pamiętnym sierpniu 1980 roku podczas strajku w Stoczni Gdańskiej wśród dyskutowanych żądań Solidarności była sprawa Mszy Świętej radiowej. Wtedy Wicepremier Jagielski odpowiedział Lechowi Wałęsie: "Wie Pan - sprawa Mszy Świętej to sprawa Kościoła. Trzeba zapytać Kościół o to, czy sobie tego życzy". "Dobrze - odpowiedział Wałęsa - proszę zaczekać".
Wyszedł do ludzi zebranych przed bramą Stoczni i strajkujących stoczniowców i zapytał: "Czy chcecie radiowej Mszy Św. w niedziele?" "Tak - wołali wszyscy - chcemy." Lech Wałęsa wrócił do sali i powiedział: "Kościół się wypowiedział - słyszał Pan - chcą!"
Czego chce dziś młody Kościół? Czy ktoś o to pyta? Trzeba pytać, bo Duch Święty tchnie kędy chce. Nie chodzi o to, by dogadzać młodzieży, dostosowywać Ewangelię do ludzkich zachcianek. Wiara, którą głosimy, jest ciągle ta sama, ale forma, sposób jej przekazywania ulega zmianie. Szukanie tych nowych form przekazu jest zaś zadaniem, przed którym Kościół nigdy się nie uchylał. Zmierzył się z nim Święty Paweł, gdy zastanawiał się, jak przemówić do Ateńczyków, zmierzył się z nim ks. Ignacy Kłopotowski zakładając zgromadzenie sióstr loretanek po to, by prasie brukowej przeciwstawić prasę katolicką.
Z tym zadaniem zmierzyć się musi każdy pasterz. Bo Dobry Pasterz szuka sposobu dotarcia do tych, których kocha. Nie wystarczy prowadzić już duszpasterstwa zachowawczego - szukanie nowych form to ofensywa duszpasterstwa.

Nowy styl ewangelizacyjny

Przez wiele lat w duszpasterskiej posłudze dominował model ewangelizacji jako monologu. Struktura tego modelu ewangelizacji jest jednokierunkowa: Kościół poucza świat, który jest zły. Monolog winien być zastąpiony,
a może lepiej dopełniony modelem inkulturacyjnym. W modelu tym stosuje się metodę dialogu.
Zgodnie z zasadą dialogu, Kościół ewangelizując uczy i jednocześnie uczy się. Mówi i zarazem wsłuchuje się w głos świata, w vox temporis jako vox Dei, rozpoznaje znaki czasu i interpretuje je w świetle Ewangelii.
Prawie 30% młodych ludzi stwierdza, że "jedno jest pewne: dzisiaj nie może być to nauczanie, w którym osoby głoszące Dobrą Nowinę będą stwierdzały, że tylko one maja rację i trzeba w to wierzyć, co głoszą. Bóg do wiary wzywa, ale nie chce jej nikomu narzucać. Do człowieka należy wybór. Dlatego trzeba z nami rozmawiać a nie krzyczeć, żebyśmy mogli zrozumieć to, co mamy wybrać" (uczennica II klasy liceum).
"Księża traktują nas czasami, jakbyśmy byli dziećmi" (pisze uczeń III klasy technikum). "Uważają, że wiedzą wszystko, więc nam każą tylko wierzyć w to, co mówią. Ten sposób mówienia o Bogu jest dziś nie do przyjęcia. Trzeba z nami rozmawiać o Bogu, ponieważ mamy pytania i wątpliwości".
Otwarcie na świat jest postawą ewangeliczną, a dialog cnotą chrześcijańską - przypomniał Paweł VI w Encyklice "Ecclesiam suam".
Znane są w Polsce tak zwane Uniwersytety Ludowe organizowane dla edukowania różnych środowisk, a szczególnie rolników. Jeszcze niesie się echem Papieskie wezwanie do organizowania laboratoriów wiary. A czemu nie można w parafii czy dekanacie raz w miesiącu czy tygodniu organizować dyskusji, wykładów na tematy religijne - szczególnie te trudne do przyjęcia albo dyskusyjne. Parafialny instytut myśli chrześcijańskiej - instytuty wiary - jak stosować Ewangelię w życiu.
W metodzie pracy nie chodziłoby o to, aby wychodzić z gotowymi receptami na szczęście, ale by usłyszeć najpierw ludzkie potrzeby, a dopiero potem pomóc rozwiązywać ich problemy. My, którzy odnaleźliśmy drogę do Pana Boga, tym innym chcemy z góry narzucić to cośmy sami odkryli.
Nie indoktrynacja, ale inkulturacja wiary.

Jak do nich mówić?

Większość młodzieży wyraziła niezadowolenie z używanego obecnie języka przekazu Ewangelii. Mimo, iż wielu respondentów pisało, że "chyba nie ma reguły, jak dotrzeć do ludzi z przekazem Ewangelii, ponieważ każdy
z nas jest inny i potrzebuje odrębnego traktowania", to jednak ich zdaniem istnieje pilna potrzeba przekładania prawd wiary na język zrozumiały dla młodego pokolenia.
Pozostaje więc pytanie: jak?W jaki sposób mówić młodemu człowiekowi o Chrystusie dziś?
Bp E. Dajczak zrobił w Gorzowie pewien eksperyment. Ubrał w niedzielę kurtkę, zasunął pod szyję, aby nie było widać koloratki i poszedł na Mszę św. do kościołów w Gorzowie. Uczestniczył we Mszach św. między ludźmi i słuchał kazań księży - prałatów, kanoników, proboszczów i wikarych.
Były takie kazania, podczas których ksiądz Biskup zastanawiał się skąd ci ludzie mają tyle cierpliwości - że nie wychodzą z kościoła. O tym swoim doświadczeniu opowiedział księżom na kongregacji dziekańskiej - jak oni przepowiadają, a jeden Dziekan wstał i mówi, to po co ksiądz Biskup chodzi po kościołach i się później denerwuje? Co mówić tym , którzy przychodzą do Kościoła? Trzeba im mówić jak żyć.
Głosząc kazanie w niedzielę, należy im powiedzieć jak żyć w poniedziałek. Aby mówić jak żyć, trzeba znać życie zwykłego człowieka. Aby intuicyjnie wyczuwać ludzi, trzeba uczestniczyć w ich życiu. Musi nas coś łączyć z ludźmi, do których przemawiamy.
Przepowiadane Słowo Boże jest dla młodego człowieka obce, jeśli nie dotyczy go bezpośrednio. I tu dochodzimy do istoty problemu. Aby głoszone słowo mogło być przyjęte, musi dotykać problemów, którymi żyje dziś młody człowiek. Dla młodzieży przeżywającej swoje dramaty, rozterki i zawody interesujące jest nie tyle to, co Chrystus uczynił dwa tysiące lat temu, ale czy i jak Chrystus może mi pomóc dzisiaj. Przepowiadanie młodym, to nie tyle opowiadanie młodym o tym co było, ale pokazanie, że Chrystus jest naszą szansą na dziś i jutro.
Warunkiem takiego przepowiadania jest przeżywanie z młodzieżą tego, co ona przeżywa. W ten sposób odległy Chrystus staje się Przyjacielem młodego człowieka. A przyjaciela słucha się we wszystkim i mówi mu się o wszystkim. Jeszcze raz to powiedzmy: przepowiadanie, które ma być odpowiedzią na to, co człowiek dziś przeżywa, wymaga dobrej znajomości serc młodych ludzi.
Punktem wyjścia nauczania Kościoła muszą stać się konkretne wydarzenia z życia młodzieży. Chodzi o to, aby pokazać, jak z pomocą Jezusa można przezwyciężać kryzysy i rozwiązywać problemy; jak można z Nim żyć na co dzień. W ten sposób "odległy" Chrystus z kart Ewangelii może stać się bliski młodemu człowiekowi, gdyż będzie to jego Chrystus.

Od czego zacząć?

Teoretycy kaznodziejstwa mówią co najmniej o dwóch sposobach nawiązywania kontaktu ze słuchaczami.
Pierwszy polega na tym, iż w przekazie Ewangelii mówiący wychodzi od prawd objawionych. Ukazuje ich istotę, usiłuje odnosić je do życia, aby w ten sposób to, co teoretyczne stawało się treścią ludzkiego życia.
Drugi sposób głoszenia Dobrej Nowiny zakłada nieco inną kolejność. Zwolennicy tej teorii twierdzą, że dzisiejszy człowiek jest bardzo praktyczny i dlatego istnieje dla niego tylko to, czego doświadcza, co znajduje się w polu jego przeżyć. Dlatego też przepowiadanie - wedle tej teorii - należy rozpoczynać od spraw egzystencjalnych, od tego, co człowiek przeżywa, a później dopiero konfrontować te problemy z Objawieniem. Czy tak jest naprawdę ? Czy doświadczenia życiowe mogą stanowić punkt wyjścia w głoszeniu Boga współczesnym ludziom ?
Badania socjologiczne wykazują, że aż 97 % młodzieży uważa, iż doświadczenia życiowe są dobrym punktem wyjścia w przekazie Ewangelii. Jeżeli tak duży procent badanych uważa doświadczenia egzystencjalne za bardzo ważne w głoszeniu prawd objawionych, to należy zapytać: O jakie doświadczenia chodzi? Co konkretnie może stanowić punkt wyjścia w przepowiadaniu?
Tu na pierwszym miejscu znalazło się doświadczenie miłości - 85 %. To przez miłość łatwiej jest trafić do człowieka z prawdą o Bogu - tak uważa 91 % chłopców i 82 % dziewcząt.
Dlaczego tak jest?
Komentarze młodych ludzi są różne: "Ludzie obecnych czasów spragnieni są łagodności, spokoju, dobroci. Mają przesyt pokrzykiwań, nerwowości, mocnych słów. Gdy doświadczają odrobiny dobroci, serca - stają się inni" (uczennica I klasy liceum).
Podobnie uważa uczeń III klasy technikum: "Ludzie końca XX wieku są zabiegani, sfrustrowani, ciągle bombardowani wiadomościami na temat wojen, morderstw, gwałtów. Tak naprawdę pragną odrobiny ciepła, bezpieczeństwa i wiary w to, że mają kogoś, kto może dać im miłość. Jeśli jej doświadczają, żyją zupełnie inaczej. Miłość uskrzydla do życia i do działania".
Drugim - pod względem częstości wyboru - jest cierpienie - 68 % wskazań.
To ciekawe, że chociaż ludzie często uciekają przed cierpieniem, to jednak to doświadczenie może być pomocne w przekazie Ewangelii. Według opinii młodzieży istnieje kilka powodów, dla których czas cierpienia jest dobrym momentem do głoszenia Ewangelii.
"W sytuacji cierpienia, gdy przychodzi gorycz zawodu, choroba, śmierć, człowiek zaczyna szukać Boga, który jeszcze wczoraj był jemu niepotrzebny" (uczeń IV klasy liceum).
Doświadczenie cierpienia usposabia psychikę, a właściwie całego człowieka do innych zachowań niż to się dzieje w normalnych sytuacjach. Uczennica I klasy technikum pisze: "Jeśli cierpię, wtedy prawie zawsze rozmawiam z Bogiem. Rozmawiam tak głęboko, jak nigdy z nikim z najbliższych".
"Chwile cierpienia to chwile, kiedy myśli się najintensywniej o Bogu i prosi Go o pomoc. W takich chwilach jest się jakimś innym, poważniejszym, a może lepiej - rozumniejszym" (uczeń IV klasy technikum).
Ale jest jeszcze inny powód - zdaniem młodzieży - dlaczego ekstremalne doświadczenia życiowe są dobrą okazją do głoszenia Ewangelii: "Dzisiejszy człowiek boi się chyba tylko śmierci i cierpienia. Myślę - mówi uczeń II klasy ZSZ - że tylko to do niego jeszcze trafia. Mocne wstrząsy zmuszają do zastanowienia się, budzą refleksję w człowieku w tym ogłupiałym świecie".

Jak mówić, aby być słuchanym

Ksiądz Biskup E. Dajczak opowiadał mi o swoich kazaniach podczas Mszy św. na Przystanku Jezus. Mówi: przygotowałem sobie kazanie, miałem nawet kartki ze sobą; co więcej, byłem nawet gotów je z pamięci wygłosić. Rozpoczynam Mszę św. - wprowadzenie do Mszy św. - kilka zdań i widzę, że nie idzie. Oni mnie nie słuchają. Pomyślałem: a co będzie z kazaniem? Trzeba coś zmienić, przecież oni nasłuchali się muzyki, to wszystko w nich jeszcze gra.
Zacząłem: krótkie zdania, dynamiczne słowa i widzę, że się budzą.
I poszło. Tak - temu pokoleniu głośnej muzyki, pokoleniu obrazu, pokoleniu biegnącemu za nowymi, coraz to mocniejszymi przeżyciami nie da się głosić siermiężnie ciężkich i poważnych kazań. Kazania muszą być konkretne i krótkie. Dlaczego Mc Donald zrobił taką furorę? Założyciel Mc Donalda po swoich analizach stwierdził: Ludzie dzisiaj są głodni i ludzie się śpieszą. Trzeba ich obsłużyć szybko i konkretnie. Ludzie są głodni Boga i nie mają czasu. Trzeba mówić krótko i konkretnie.
Dać samego Boga - nie opowieści o Bogu. Ten, kto coś przeżył z Bogiem, mówi o żywym Bogu.

Schizofrenia wiary

Po to jest życie liturgiczne, po to są sakramenty, po to jest modlitwa. Bóg w nas inwestuje - daje samego siebie, abyśmy nauczyli się miłować.
Wiara deklarowana nie przekłada się na wiarę wyznawaną życiem. A rozdarcie jest niewątpliwe. Co więcej - ciągle się powiększa.
Ogólnie rzecz biorąc nie odrzuca się religii. Jest ona potrzebna w życiu człowieka. W codziennym jednak myśleniu dominuje przekonanie, że bez Boga można po prostu się obejść. Wiara nie wydaje się konieczna do ułożenia sobie życia. Dlatego nie przeszkadza młodym ludziom, że z jednej strony wyznają wiarę, z drugiej żyją tak, jakby Boga nie było.
Autorytet Kościoła w kwestiach moralnych uznaje 31% młodzieży, w tym 65% głęboko wierzących i 34% wierzących. A więc jedynie, co trzecia osoba z tej grupy godzi się z tym, czego naucza Kościół w sprawach moralnych.
Dalej: moralny autorytet Kościoła uznaje jedynie 49% osób praktykujących systematycznie. Rozdźwięk między deklarowaną wiarą, a akceptacją nauki głoszonej przez Kościół wzrasta jeszcze bardziej w odniesieniu do
zagadnień życia małżeńskiego. Współżycie seksualne w okresie narzeczeństwa akceptuje 68% młodzieży, jedynie 8% uważa je za niedopuszczalne.
Aż 77% uczniów szkół średnich jest zdania, że stosowanie środków antykoncepcyjnych nie jest moralnie naganne, a tylko 6% uważa to za niedopuszczalne. 81% badanej młodzieży jest zdania, że uczynek bywa dobry lub zły
w zależności od czyjegoś punktu widzenia.
Ewidentny kryzys moralny zatacza w Polsce coraz szersze kręgi - wyszedł on już poza życie osobiste. Dotyka życia zawodowego i społecznego.
Jakie proponuje się sposoby naprawy? Najczęściej proponuje się wzmożenie systemu kontroli. Komórka "A" kontroluje komórkę "B". Jeśli komórka "B" została skorumpowana, to trzeba zbudować komórkę "C", która będzie pełnić kontrolę nad komórką "B"... I tak bez końca. Sama kontrola nie rozwiązuje jednak problemu.
"Herbata od mieszania nie robi się słodsza" powiedział kiedyś S. Kisiel. To społeczeństwo, które przeżywa kryzys moralny nie tyle trzeba mieszać, ale trzeba dosładzać.
Jan Paweł II wołał 1995 roku w Skoczowie o ludzi sumienia. Mówił wtedy "Nasza ojczyzna stoi dzisiaj przed wieloma trudnymi problemami społecznymi, gospodarczymi, także politycznymi. Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. Ten ład jest fundamentem życia każdego człowieka i każdego społeczeństwa. Dlatego Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia".
Ludzie, którzy przeżyli Katyń opowiadają, że pociągi, które wiozły ludzi na Wschód nie były prawie strzeżone, bo Polacy przyrzekli, że nie uciekną. Ci ludzie zostali zamordowani. Dopiero po 1989 roku wyszło na jaw, jak bardzo jest nam ich brak.
A życie codzienne? Bibliotekarka w jednej z bibliotek parafialnych opowiada "Miałam dzisiaj jeden z piękniejszych dni w swojej pracy. Przyszedł do biblioteki pewien człowiek, który przyniósł książkę, którą sześć lat temu wypożyczył. Skreśliłam ją z rejestru jako zaginioną, czy lepiej powiedzieć - skradzioną tak jak wiele innych nie oddanych. Powiedział mi przepraszam Panią - wczoraj zobaczyłem ją w stosie swoich książek. Przepraszam, że to aż sześć lat, ale oddaję. Wie ksiądz - są jeszcze ludzie uczciwi."
To zdziwienie jakoś obrazuje to nasze życie codzienne.
W ostatnich latach można coraz częściej usłyszeć od ludzi narzekanie na budowę nowych świątyń: "Po co buduje się tyle kościołów na naszych osiedlach? Czy nie lepiej postawić przedszkole, świetlicę lub klub sportowy? Być może. Ale jeśli nie zbuduje się tam kościoła, to za parę lat trzeba tam będzie zbudować Dom Dziecka, Dom Samotnej Matki i nowe więzienie.
Bez Boga nie będzie miłości. Bez fundamentu duchowego nie będzie moralności. Bez życia duchowego nie będzie dobrego postępowania. Prawidłowa formacja duchowa jest więc szansą na połączenie rozchodzących się na naszych oczach wiary i życia.

Z głowy do serca - daleko

Sama czysta wiedza o Bogu nie rodzi jeszcze dobrych czynów. Pozostawanie tylko na poziomie wiedzy o Bogu powoduje rozdźwięk pomiędzy tym, co wiem a tym, co mnie obowiązuje.
Wiara rodzi się ze słuchania - przypomina św. Paweł. Przepowiadanie jest pierwsze w procesie narodzin wiary. Ale nie same słowa, nie wielość kazań i rekolekcji zmienia człowieka. Zmienia go to, na co sam się zgodzi.
Jeden z polskich księży przebywał pewien czas u trapistów we Francji. Uczestniczył w ich życiu zakonnym. Trapiści każdej nocy od 2.00 do 4.00 nad ranem wspólnie modlili się liturgią godzin. A po tej wspólnej modlitwie każdy szedł do swojej celi, aby jeszcze na osobności poświęcić czas Bogu.
Ksiądz zapytał jednego z trapistów: Dlaczego idziecie jeszcze na modlitwę indywidualną po tylu godzinach wspólnej modlitwy? Ojciec trapista wyjaśniał: od 2.00 godziny śpiewamy psalmy, rozważamy Pismo Święte. Tych treści jest w nas bardzo dużo. A teraz potrzebujemy, aby każdy pozostał sam przed Bogiem. Żeby to, co dotarło już do naszej głowy - przesunęło się do serca.
Tu jest nerw - zgoda moja na to, co Bóg będzie czynił ze mną.
Potrzeba czasu, potrzeba refleksji - samotnej walki ze sobą, aby to, co usłyszane, nie pozostało tylko na poziomie głowy, ale zeszło na poziom serca. Bo tam zapadają decyzje miłości.
Przyjmujemy dużo informacji, ale potrzeba, aby te informacje były w nas przetwarzane. Wówczas informacja będzie nas formować od wewnątrz. To, że coś wiem nie oznacza, że tak czynię. Informacja nie jest wystarczająca do decyzji. Z intelektu do serca, a z serca do drugiego człowieka. Chodzi o to, aby to co otrzymaliśmy z zewnątrz jako informację, zostało w naszym sercu przetworzone, stało się naszą własnością i promieniowało miłością.

Nakazy i zakazy - nie rodzą jeszcze miłości.

Róbcie tak a tak, bo tak mówi Pan Jezus, tak nakazuje Papież. Dziś to ludziom nie pomaga - samo nakazywanie jest niewystarczające. Człowiek sam chce usłyszeć to, co mówi do niego Pan Jezus.
Dziś jak nigdy przedtem ludzie zwracają uwagę w swoim życiu religijnym na relacje osobowe: człowiek - Bóg, ja i On. Chcą niejako "dogadać się z Bogiem". Dlatego potrzebują nie pokrzykiwania kaznodziejów, ale słów doprowadzających do refleksji, do zadumy, do doświadczenia religijnego.
Raniero Cantalamessa w książce La vita nelle signioria di Christo opisał jedną z metod studiowania historii Kościoła. Polega ona na analizie ksiąg parafialnych, zbiorów kazań, dokumentów itp. Na podstawie analiz tematów kazań wysunął wniosek, że trudno jest doszukać się w nauczaniu kaznodziejskim odpowiedzi na pytanie, jaki jest ten Bóg, w którego mamy wierzyć? Dominującą część ewangelizacji stanowią zalecenia, pouczenia, wskazania i zachęty odnoszące się do życia (praktyki życiowej).
R. Cantalamessa w oparciu o List św. Pawła do Rzymian proponuje przestawienie akcentów naszego przepowiadania. Św. Paweł przez pierwsze dwanaście rozdziałów ukazuje Rzymianom, co Bóg uczynił dla człowieka. Dopiero po tym przypomnieniu dobroci i miłości Boga mówi o postępowaniu. Z zachwytu Bogiem rodzi się dobre postępowanie jako akt wdzięczności.
Pokoleniu żyjącemu w kulturze postmodernistycznej, w której indywidualizm i subiektywizm jest podstawą samowiedzy człowieka, trudno słuchać moralizatorstwa. Pozornie człowiek wie, co ma robić. Stąd nakaz czy zakaz Kościoła - choćby wyrastał z najszlachetniejszych intencji - najczęściej będzie odrzucany. Potrzeba więc takiej przebudowy ewangelizacji, aby słuchając o Bogu ludzie czuli się zobowiązani do zmiany życia, do dobrego postępowania. Wzorem może być tu sam Katechizm Kościoła Katolickiego. Jako pewna konstrukcja edytorska jest wzorem dla współczesnego przepowiadania o Chrystusie. Pierwsza część ukazuje, w co wierzyć. Pokazuje, co Bóg uczynił dla człowieka. Następnie przypomina, jak celebrować misteria, a dopiero później wskazuje, jak postępować.
Życie chrześcijanina jest konsekwencją ukochania Boga, który pierwszy ukochał ludzi. Ludzie często tej prawdy nie doświadczają, a nieraz nawet nic o niej nie wiedzą. Postrzegają Kościół i Chrystusa jako zbiór przepisów, które ograniczają wolność. Potrzeba więc takiej ewangelizacji, która doprowadzi do poznania Chrystusa i Jego miłości. A wtedy o dobre czyny i chrześcijańskie życie będzie łatwiej.

Namysł podstawą mądrych decyzji.

Żyjemy w cywilizacji obrazu i niespotykanej ilości informacji. Pokoleniu głośnej muzyki, pokoleniu biegnącemu za nowymi, coraz to mocniejszymi przeżyciami, bardzo trudno o myślenie. Ubożejemy w refleksję nad sensem życia, w refleksję nad samym sobą. Na dodatek dochodzi typowy dla Polaków charakter sangwinistyczny i... wszystko jest jasne.
Mądry Polak po szkodzie. Reagujemy po fakcie, żałujemy po czynie. Nawet logiczna motywacja nie uruchamia w nas moralnego postępowania. Sumienie ma charakter pouczynkowy. Nie przewidujemy następstw.
Potrzeba więc formacji, która by wyhamowała nieco człowieka, pomogła mu zatrzymać się, spojrzeć na swoje życie... Formacja duchowa musi być poprzedzona "formacją do myślenia". Bez namysłu i refleksji - nasza codzienność nie będzie mądrzejsza.

Zakończenie
Jak w takim razie duszpasterzować?

André Frossard'a powiedział kiedyś:
"Podobnie jak nie wystarczy studiować malarstwo, aby być malarzem, jak nie wystarczy studiować fizykę, aby być fizykiem - nie wystarczy nauczyć się teologii, aby być teologiem, trzeba jeszcze nauczyć się Boga".

Dodajmy:
Tylko ci mogą przekazać Pana Boga drugiemu, którzy sami z Nim coś przeżyli


 

Ks. dr Krzysztof Pawlina
rektor WMSD

 

 

 


powrót

 

powrót